poniedziałek, 7 marca 2016

"Sweet Bloody Roses" - Rozdział 35

"Naprawdę delikatny może być tylko sen, dla którego życie nie było łaskawe."

-I to jak najszybciej.- powiedziałam.
-Masz rację... jakiś plan?
-Znasz ten cały ośrodek jak własną kieszeń, prawda?- zapytałam.
-Tak. Znam też wszystkich zamkniętych. Byłem tu pierwszym dzieciakiem.
-Chciałbyś kogoś zabrać ze sobą?
-Hmmm... nie wiem.
-Zróbmy to jutro w nocy. - mruknęłam. -Będziesz miał czas na przemyślenie.
-Okej.
       Wieczorem zostałam przegoniona do swojego pokoju. Wykąpałam się i położyłam do łóżka. W nocy miałam koszmar. Śniło mi się, że złapali Kaia i przyprowadzili go do mnie, żebym go zabiła pod groźbą, że jeżeli go nie zabije to zabiją Mikela.
       Obudziłam się z ciężkim oddechem. Podszedł do mnie Kai.
-Znów koszmar?- zapytał zmartwiony.
-Mhm...- mruknęłam. 
-Spać z tobą?- zapytał stając koło łóżka w celi.
-Tak...- wymamrotałam. 
       Kai położył się koło mnie i przytulił mocno.
-Dobranoc piękna.- szepnął mi do ucha.
      Obudziłam się ponownie. Spojrzałam na miejsce obok siebie. Było puste. To tylko sen Yuuki. Złapałam się za głowę. Po chwili wstałam i założyłam na siebie bluzę Mikela, którą wcześniej pożyczyłam. Postanowiłam się przejść i ochłonąć. Uchyliłam lekko drzwi i popatrzyłam w obie strony. Nikogo nie było. Wyszłam i poszłam w kierunku przeciwnym do stołówki. Każdy z korytarzy wydawał się taki sam. Zgubiłam się. Jeszcze tego brakowało. Zobaczyłam uchylone drzwi. Podeszłam do nich i już chciałam wejść kiedy zobaczyłam tam wściekłą Edne.
-Dlaczego nie możemy jej po prostu zabić?!- warknęła.
-Uspokój się. Jest nam potrzebna. - odpowiedział nieznajomy głos.
-To dlaczego chodzi sobie po ośrodku jakby była tutaj gościem?!
-To nie twoja sprawa.
-Jak to nie moja sprawa?! Jestem głównym zabójcą do cholery!- była co raz bardziej zła.
      Zapadła chwila ciszy.
-Tak naprawdę nie trzymamy jej tutaj, żeby on wrócił. Chce z niej zrobić łowce. Jest lepsza od jakiegokolwiek Demona czy Anioła. Będzie najlepszym zabójcą. Widziałaś jej umiejętności.
-Żartujesz! To jakiś obłęd!- krzyknęła.
-Edna. Uspokój się.- powiedział podwyższonym tonem.
-Robisz to tylko dlatego, że to jego córka.- warknęła wściekła.
-Może w pewnym stopniu... Chce, żeby zajęła miejsce Derek'a. To był jeden z naszych najlepszych zabójców.
      Kto to Derek? Chciałam właśnie odejść kiedy zatrzymał mnie męski głos.
-Co ty tu robisz?!- krzyknął do mnie strażnik.
      Obróciłam się przerażona i chciałam uciec, ale wpadłam na Edne. Patrzyła na mnie z góry. Jej prawie czarne oczy wyglądały jakby chciały mnie zjeść.
-Co ty tu robisz?- zapytała twardym tonem
-Ja... ja...- nie wiedziałam co powiedzieć. -Zgubiłam się.- powiedziałam w końcu.
-Chcesz powiedzieć, że przypadkiem wyszłaś z pokoju?- zapytała, unosząc jedną brew.
-N-nie ja...- zaczęłam.
-Edna zostaw ją. Niech Ron odprowadzi ją do pokoju.- wskazał na mężczyznę, który złapał mnie za ramię.
      Szliśmy korytarzami. Żaden dla mnie się nie różnił. Wszystkie wyglądały tak samo - szare, miliony drzwi i świecące lampy na sufitach. Postanowiłam, że jutro rano poproszę Mikela, żeby zrobił mi mapkę tego ośrodka.
       Nagle zza rogu wychyliła się Edna.
-Możesz odejść. Ja się nią zajmę...- powiedziała do strażnika.
-Ale dostałem rozkaz od szefa...- zaczął.
-Ja jestem twoim szefem. Ja ją odprowadzę we właściwe miejsce, a ty się zajmij patrolem.- rozkazała mu.
       Mężczyzna stanął na baczność i jej zasalutował.
-Tak jest!
-Odmaszerować.- wydała kolejny rozkaz.
       Strażnik ruszył w przeciwną stronę, a Edna złapała mnie mocno za ramię. Syknęłam z bólu. Zaczęła szybko iść. Musiałam za nią biec. Zauważyłam, że minęłyśmy mój pokój i zaczęłyśmy schodzić po schodach. Doszłyśmy do lochów. Było tu zimno i morko. Pachniało stęchlizną.
-Cz-czekaj! Gdzie ty mnie zabierasz?- chciałam się wyrwać.
-Nie będzie jakaś gówniara zabierać Mikela.- warknęła, ciągnąc mnie do przodu.
-Z-zostaw mnie!- krzyczałam. -Pomocy!
-Nikt cię nie usłyszy.- zaśmiała się.
       Zatrzymałyśmy się przy dużych drzwiach. Edna powiedziała jakieś dziwne, niezrozumiałe słowa i przyłożyła dłoń do ściany. Drzwi otworzyły się powoli. Zobaczyłam ciemne pomieszczenie. Otworzyłam przerażona oczy. Zanim jednak zdążyłam cokolwiek powiedzieć, Edna wepchnęła mnie tam. Z krzykiem waliłam w drzwi, ale to nic nie dawało. Usłyszałam za sobą czyjeś kroki. Przełknęłam ślinę i obróciłam się powoli. Z półmroku wyłonił się mężczyzna. Wysoki, o włosach koloru południowego słońca. Miał na sobie skórzaną kurtkę i jeansy. Jego buty z każdym krokiem wydawały z siebie dźwięk, który robił echo. Nie patrzył na mnie, ale w podłogę, a swoje ręce trzymał w kieszeniach. Patrzyłam na niego zdezorientowana, przylegając plecami do ściany.
-Cóż za pyszności...- podniósł wzrok pokazując swoje okropne czerwone oczy. -Wywnioskowałem z głosu, że będziesz piękna, ale żeby aż tak..?- uśmiechnął się obleśnie.
-K-kim ty jesteś?- zapytałam nadal przerażona.
-Twoim najgorszym koszmarem.- oblizał górną wargę, zbliżając się do mnie.
        Chciałam pisnąć, ale złapał mnie za gardło.
-Nie lubię jak jedzenie krzyczy, zanim się w nie wbije.- z bliska jego czerwone oczy były hipnotyzujące.
        Przełknęłam głośno ślinę.
-Czuję strach.- powąchał mnie.
        Chciałam się wyrwać, ale był silniejszy. Złapał mnie mocno za twarz, wbijając w nią swoje długie paznokcie. Syknęłam z bólu.
-Twarda... zazwyczaj podrzucają mi tu jakieś wyrzutki.- polizał mnie po policzku.
-Czego ode mnie chcesz?- zapytałam niepewnie.
-Krwi.- powiedział, spoglądając na moją szyję i otworzył szeroko oczy, zaskoczony. -Oblubienica?- szepnął.
-Tak!- powiedziałam pewnie, odtrącając jego dłoń.
-Coś ty taka waleczna?- przycisnął mnie do ściany całym swoim ciałem. -Skoro wiesz jakie są wampiry, powinnaś mi się po prostu oddać.
-Nie ma mowy! Nie upodobniaj się do Kaia.- warknęłam.
-Myślisz, że jest inny?- prychnął. -Każda kobieta, która tu trafiła krzyczała imię swojego wybranka, a on nigdy się nie zjawił.- uśmiechał się do mnie obleśnie.
-Puszczaj mnie!- krzyczałam.
-Hahaha... zwątpiłaś w swojego kochasia?- polizał mnie po szyi.
-Wiesz co się może z tobą stać jeżeli wypijesz ze mnie choćby kropelkę krwi...- stwierdziłam, nie poddając się i nadal się miotałam.
-Myślisz, że cię pomści? Nie wiesz jaki okropny potrafi być wampirzy głód. Prędzej znajdzie sobie inną oblubienicę... pewnie nie będzie taka piękna jak ty aniołku, ani nie będzie jej kochał, ale coś musi jeść.- pocałował mnie.
       Wściekła przegryzłam mu wargę.
-Ał!- dotknął swojej wargi palcami i spojrzał na nie, a potem na mnie. -Takie właśnie lubię... może małe co nie co zanim cię zabije?- jego dłonie spoczęły na moich biodrach.
-C-co?! Nie ma mowy!- starałam się go odepchnąć.
-Może najpierw spuścimy z ciebie troszkę krwi?- zbliżył się do mojej szyi i wbił w nią swoje kły.
        Ból był tak okropny, że zaczęłam krzyczeć. Swoje palce wbiłam w jego ramiona i nie oszczędzałam z krzykiem. Zauważyłam, że w jego pasie spoczywa nóż. Chwyciłam za niego z jękiem i resztkami sił wbiłam go w jego brzuch. Mężczyzna zaskoczony odskoczył ode mnie, wyrywając ze mnie kły. Spojrzałam na niego niewyraźnie i zobaczyłam jak po jego brodzie ścieka krew, a z brzucha pompuje troszkę krwi. Spojrzał na mnie wściekły.
-Ty mała!- ruszył na mnie.
        Przez moją białą koszulkę przebiły się skrzydła. Przeleciałam nad nim, dotykając dłońmi sufitu. Blondyn wpadł na drzwi. Wylądowałam za nim z gracją. Warknął wkurzony i odwrócił się do mnie. Zauważyłam tylko świecące w ciemnościach karmazynowe oczy.
-Zabije cię!- krzyknął stając w pozie bojowej.
        Wampir rzucił się na mnie z prędkością światła. Przeleciałam obok niego i chciałam skierować się do drzwi. Wtedy poczułam jak ktoś mocno ciągnie mnie za włosy. Syknęłam z bólu. Mężczyzna pociągnął mnie za nie, odciągając od drzwi. W tym momencie pozostało mi tylko jedno. Złapałam za nóż i odcięłam swoje włosy, które zostały w dłoniach blondyna. Podbiegłam do drzwi i szybko wyważyłam zamek nożem, dzięki nadnaturalnej sile znajdującej się we mnie. Zdążyłam uciec przed potworem... chociaż sama nie wiem czy po tym jeszcze mnie gonił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz